Instagram Mix- wrzesień

Wrzesień nie był miesiącem, który upłynął mi w mgnieniu oka. Wręcz przeciwnie- ciągnął się w nieskończoność. W planach miałam wiele rzeczy, między innymi to, aby znów zacząć tu regularnie pisać, aby przysiąść trochę nad magisterką, którą będę bronić w tym roku akademickim, ale jak się to często zdarza, wszystkie moje zamierzenia postanowiła zrewidować rzeczywistość.

Dlaczego wrzesień był dla mnie taki ciężki? Jakim miłym akcentem się zakończył? Jeśli jesteście ciekawe zapraszam do dalszej części posta!
Wraz z początkiem miesiąca , rozpoczęły się moje problemy zdrowotne. Wszystko zaczęło się dość niewinnie, aż do dnia kiedy obudziłam się z wielką, podropiałą zmianą, która obejmowała w zasadzie większość obszaru mojej czerwieni wargowej i odrobinę skóry poza nią. Kilku odwiedzonych lekarzy, dużo leków, z antybiotykami na czele, a to paskudztwo nie dawało za wygraną. Niedługo później pojawił się uporczywy kaszel i zaczątki kataru, aż nagle, moje w zasadzie uśpione AZS, rozbuchało się tak, że w sama nie wiedziałam już co ze sobą zrobić. Około 3 tygodnie spędziłam w domu, ledwo żyjąc i nie pokazując się światu, a moim jedynym zajęciem w tym czasie było w zasadzie tylko czytanie książek. Ostatecznie sprawa skończyła się w szpitalu, a moje zdrowie i wygląd powróciło na szczęście do normy.

No dobrze, w zasadzie małym nagięciem z mojej strony byłoby napisać, że w czasie tych 3 tygodni, kiedy to straszyłam ludzi swoim wyglądem, było tylko czytanie książek. Kiedy mój stan zaczął się nieco poprawiać, od razu zapragnęłam nadrobić wszelkie zaległości jeśli chodzi o świat kosmetyków, bo i jakże! Niestety musiałam się ograniczyć do zakupów online i powierzania moich chciejstw narzeczonemu, który na szczęście nie ma problemu z tym, żeby zrobić mi takie zakupy.

W momencie kiedy z dnia na dzień robiło się coraz chłodniej, postanowiłam wyciągnąć z szafki, specjalnie zachowany na ten moment, flakon nowych perfum. Tej jesieni postawiłam na Black Opium od Yves Saint Laurent. Udało mi się też upolować kultowe produkty marki NARS: róż Orgasm i bronzer Laguna.

Ostatecznie wrzesień zakończył się jednak bardzo przyjemnie. Idealnym oderwaniem się od wszystkiego co się wydarzyło, okazał się trzydniowy wypad do Krakowa. Krótki, całkowicie spontaniczny wyjazd, z pakowaną na szybko torbą, przypadł akurat na okres, kiedy świętowaliśmy pierwszą rocznicę zaręczyn i imieniny mojego ukochanego. Wszystko więc złożyło się lepiej, niż mogłabym to sobie wyobrazić i zaplanować.

Jeśli będziecie kiedyś w Krakowie, obowiązkowo odwiedźcie Drogerię Pigment! To miejsce to prawdziwy raj... i przekleństwo dla portfela ;) Wszystko to co dostępne zazwyczaj tylko i wyłącznie w asortymentach drogerii internetowych, tu znajduje się w jednym miejscu i do tego namacalnie. Bardzo ubolewam nad tym, że ta drogeria nie znajduje się w stolicy. Kolejnym miejscem, które mogę Wam polecić, tym razem aby coś zjeść, to włoska restauracyjka Mama Mia, w której jedliśmy przepyszne pizze. A no i jeszcze coś, czego nie znajdziecie w przewodnikach- kolorowe schody pokryte cytatami, które wzbudzą pozytywne emocje podczas spaceru zwyczajnymi ulicami miasta.


30 września ruszyła kolejna akcja promocyjna w Rossmannie, podczas której, kosmetyki do makijażu możecie kupić z 49% zniżką. Na jednym ze zdjęć możecie zobaczyć moje zdobycze z pierwszej tury promocji. Jest jeszcze chwila, żeby trochę się zainspirować i ewentualnie coś dokupić, a dla zapominalskich zostawiam rozkład jazdy na kolejne tygodnie promocji: 
  • 30.09 - 05.10: produkty do makijażu ust i paznokci
  • 06.10 - 11.10: produkty do makijażu oczu
  • 12.10 - 17.10: produkty do makijażu twarzy 

Właście tak, w fotograficznym skrócie, wyglądał u mnie wrzesień.
Koniecznie dajcie znać, co działo się u Was w tym miesiącu!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz